Jeśli będziemy traktować osoby z niepełnosprawnością jako równoprawnych partnerów w dyskusji, uwzględniając ich kompetencje i umiejętności, to ich niepełnosprawność przestanie być kluczowym elementem rozmowy – uważa dr Maciej Jabłoński z Wydziału Pedagogiki Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego z Bydgoszczy.
„Niepełnosprawny” czy „osoba z niepełnosprawnością”?
Dr Maciej Jabłoński: Stand-uper z niepełnosprawnością ruchową, powiedział kiedyś, że gdy ludzie pytają, jak się do niego zwracać: „osoba na wózku”, „osoba z niepełnosprawnością” czy „osoba niepełnosprawna” – odpowiedział: „Po imieniu”. Na co dzień pracując z osobami z różnymi niepełnosprawnościami, mówię do nich: „szanowna pani” „szanowny panie”, a w klasie – „uczniowie”. Dzięki temu, jak się do siebie zwracamy, problem niepełnosprawności przestaje być kluczowy. Moje otoczenie wie, że dana osoba może mieć trisomię 21, niepełnosprawność intelektualną czy może chorować na schizofrenię, ale nie jest to naszym głównym tematem. Problem pojawia się, gdy mamy potrzebę naznaczania innych przez ich niepełnosprawność, jakby to była ich główna cecha. Gdybyśmy wzajemnie określali się przez widoczne cechy fizyczne czy estetyczne, życie byłoby bardzo powierzchowne i redukcyjne. Niestety, ciągle istnieje potrzeba naznaczania osób z niepełnosprawnościami, a często przejawia się to także w języku. Wyrażenia typu „idiota” czy „debil” były wykorzystywane do piętnowania i wyśmiewania, więc stworzono nowe, takie jak „osoba z niepełnosprawnością intelektualną. Zmiana języka nie zawsze pociąga jednak za sobą zmianę podejścia do człowieka.
W szczególnie złej sytuacji w kontekście mówienia o niepełnosprawności są chyba osoby z niepełnosprawnością intelektualną.
W badaniach temat udziału obywatelskiego osób z niepełnosprawnością intelektualną jest wciąż otwarty. Chociaż sytuacja w różnych kontekstach może się różnić, to jednak patrząc ogólnie, pytanie o ich partycypację obywatelską, na przykład udział w wyborach samorządowych czy parlamentarnych, budzi konsternację. Często pytam moich studentów, czy osoby z niepełnosprawnością intelektualną mają prawo startować w wyborach, a ich reakcja bywa pełna zdziwienia: „Czy to w ogóle możliwe?”. Tymczasem zadaję kolejne pytanie: czy kandydaci na stanowiska samorządowe lub parlamentarzystów są weryfikowani pod kątem poczytalności? Nie, nie są. W związku z tym, dlaczego osoby z niepełnosprawnością miałyby być wykluczone? Nasze wyobrażenia i reakcje – na przykład zbiór mitów, symboli i metafor dotyczących życia osób z niepełnosprawnością – wprowadzają na scenę stereotypy, uprzedzenia i piętno. Jeśli będziemy traktować osoby z niepełnosprawnością jako równoprawnych partnerów w dyskusji, uwzględniając ich kompetencje i umiejętności, to ich niepełnosprawność przestanie być kluczowym elementem rozmowy. Warto pamiętać, że każdy z nas ma jakąś kondycję psychofizyczną, która z wiekiem może słabnąć. Używanie słów poniżających czy dehumanizujących jest szkodliwe. Nie dotyczy to tylko osób z niepełnosprawnością – język, który odczłowiecza kogokolwiek, skazuje tę osobę na wykluczenie. Słowa tego rodzaju tworzą poczucie wyższości po jednej stronie i „mniejszości” po drugiej. Skąd bierze się to przekonanie o własnej „lepszości”? Często przecież nie mamy nawet pojęcia, jak wiele osób jest sprawdzanych pod kątem zdrowia psychicznego, ilorazu inteligencji czy ogólnej poczytalności. To, że mamy maturę lub ukończyliśmy studia, nie zawsze świadczy o naszej zdolności do podejmowania pełnowartościowych, dojrzałych decyzji, szczególnie jeśli brakuje nam refleksji nad własnym podejściem do innych.
Wiele osób nie wie, jak rozmawiać o niepełnosprawnościach i tworzy przez to sztuczną barierę.
Ta bariera nie jest sztuczna, to prawdziwa, pierwotna bariera społeczna. Współczesność daje nam możliwość ucieczki, oferując konformizm, konsumpcjonizm, hedonizm – życie zorientowane na przyjemność. Ale kiedy bańka pryska, zostajemy nagle skonfrontowani z rzeczywistością. I wtedy okazuje się, że „król jest nagi”, że nie jesteśmy przygotowani na prawdę. Brak nam umiejętności przeżywania swojego życia. To sprawia, że gdy pojawia się choroba, często nie wiemy, jak o niej mówić, bo nie umiemy przeżywać słabości czy lęków. Boimy się przyznać do własnej słabości, a przecież każdy z nas, prędzej czy później, staje się słabszy. Istotne nie jest to, że ktoś jest chory, lecz to, czy ma wsparcie. Czy my, jako społeczeństwo, umiemy z taką osobą usiąść, porozmawiać o sensie życia, o cierpieniu? Czy w szkołach nauczyciele potrafią rozmawiać z dziećmi na trudne tematy, gdy w ich otoczeniu pojawia się choroba? Unikamy rozmowy o niepełnosprawności, jakby jej nie było. Im szybciej nauczymy się o tym mówić, tym bardziej normalnym stanie się traktowanie osób chorych.
Opisy niepełnosprawności w podręcznikach szkolnych są zdawkowe, a jeżeli są zdawkowe, a jeżeli w ogóle się pojawiają, to przedstawiają niepełnosprawność jako kalectwo, coś dramatycznego, w sposób archaiczny’. W jaki sposób to zmienić. I to nie tylko w szkole, ale również w środowiskach rówieśniczych, w rodzinach. W jaki sposób oswajać młodych ludzi z niepełnosprawnością?
Dobrze byłoby, gdybyśmy wyposażali nauczycieli od samego przedszkola w kompetencje głębokie, które uwrażliwiają na współczesne wyzwania, takie jak praca nad różnorodnością i akceptacją równych praw do edukacji. Formalnie edukacja jest dostępna dla wszystkich, ale czy potrafimy to wdrażać? Na jednych z przedmiotów, które prowadzę, opracowujemy scenariusze dotyczące pracy z uczniem z niepełnosprawnością. Tworzymy scenariusze, które później są dostępne innym nauczycielom, aby pokazać, jak pracować z uczniami z chorobą czy niepełnosprawnością, bez wyróżniania ich. Uczymy, że słabość jest częścią kondycji człowieka, a akceptacja własnych i cudzych słabości może być naturalnym elementem życia. Warto pamiętać, że dzieci początkowo nie dostrzegają różnic między sobą. Problem pojawia się, gdy dorośli zaczynają wyróżniać dzieci, zwłaszcza gdy widzą w nich coś „innego”.
W takich sytuacjach uruchamiają się stereotypy, uprzedzenia i lęki.
Ale wiedza pozwala je przełamywać i dostrzegać w każdej osobie po prostu człowieka, niezależnie od wyglądu, sposobu poruszania się czy mówienia. Zwracam studentom uwagę, że kiedy rodzi się dziecko zdrowe, towarzyszą temu radość i gratulacje. A kiedy rodzi się dziecko z niepełnosprawnością? Pojawia się cisza, niepewność, strach o przyszłość. To są dwa różne scenariusze. Ważne, aby społeczeństwo zdawało sobie sprawę, że w sytuacji narodzin dziecka z niepełnosprawnością wsparcie jest szczególnie potrzebne. Ta świadomość pomaga w codziennym funkcjonowaniu z dzieckiem z niepełnosprawnością. Społeczeństwo, które wiedziałoby, jak reagować, byłoby bardziej empatyczne i wspierające. Dzięki rozmowie i przekazywaniu wiedzy, nawet jeśli czasami może być ona bolesna, możemy spróbować przełamać bariery i uczyć się na błędach przeszłości. Jak mawiała słynna pedagog Maria Grzegorzewska: „Nie ma kaleki, jest człowiek”. Ale ja częściowo się z nią nie zgadzam – człowiek jest słaby i właśnie ta słabość czyni nas silniejszymi, jeśli nauczymy się ją akceptować.








