Web Design

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

Logo Design

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

Web Development

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

White Labeling

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

VIEW ALL SERVICES 

Maria Świątkiewicz- Mośny: Budujemy podział na „normalnych” i „nienormalnych”

Maria Świątkiewicz-Mośny

W oficjalnych wypowiedziach, szczególnie w mediach czy edukacji, zazwyczaj używa się języka bardziej neutralnego i eleganckiego, jak „osoba z niepełnosprawnością”. Natomiast w rozmowach potocznych język ten może być mniej precyzyjny lub zawierać nieświadome uprzedzenia, co może prowadzić do użycia słów o negatywnym wydźwięku – mówi dr hab. Maria Świątkiewicz-Mośny, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, socjolog ochrony zdrowia.

Według słów prof. Świątkiewicz-Mośny, język nie tylko odzwierciedla rzeczywistość, ale ją aktywnie kształtuje. Słowa, których używamy, mają wpływ na nasze myślenie, działania i postrzeganie świata – kreują nasz językowy obraz świata, który jest zakorzeniony w tradycjach i przekazywany z pokolenia na pokolenie. W kontekście grup defaworyzowanych, takich jak osoby z niepełnosprawnościami, język może wzmocnić ich społeczne wykluczenie lub, przeciwnie, sprzyjać włączeniu społecznemu.

– W Polsce pojęcia takie jak „osoba z niepełnosprawnością” zaczęły zastępować starsze terminy, jak „kaleka” czy „inwalida”, od początku lat 90 XX w. Słowa te miały na celu ujednolicenie języka oraz nadanie mu bardziej pozytywnego lub neutralnego wydźwięku. W ten sposób język miał pomóc w ograniczeniu stygmatyzacji osób z niepełnosprawnościami, skupiając się na ich podmiotowości. Dwa mechanizmy, które są często obecne w języku opisu osób z niepełnosprawnościami, to etykietowanie i redukcjonizm. Etykietowanie polega na przypisywaniu osobie jednej cechy, która staje się jej główną tożsamością w oczach społeczeństwa, np. „niepełnosprawny”. Redukcjonizm natomiast redukuje osobę do tej jednej cechy, co ignoruje jej inne atrybuty, zainteresowania i osiągnięcia, a także ogranicza jej możliwość bycia postrzeganą jako osoba pełnoprawna i różnorodna – zauważa prof. Świątkiewicz-Mośny.

Ekspertka zwróciła uwagę, że często przypisujemy osobom z niepełnosprawnościami cechy jakiejś jednolitej tożsamości grupowej. Na przykład uważamy, że osoby z niepełnosprawnościami mają dodatkowe pozytywne cechy, często związane z kontekstem religijnym. – Jeżeli ktoś jest „niepełnosprawny”, to na pewno jest religijny, na pewno jest „święty”. Kategoryzowanie osób z niepełnosprawnościami ma często swoje korzenie w historii opieki nad nimi. Wiele z tych ośrodków było prowadzonych przez instytucje kościelne. W rezultacie utrwalił się obraz osób z niepełnosprawnościami jako jednej, homogenicznej grupy, co ignoruje ich indywidualność i różnorodność. Ten mechanizm przypisuje im pewne cechy wspólne, pomijając, że to środowisko jest bardzo zróżnicowane. Nie każda osoba poruszająca się na wózku, czy osoba niewidoma, posiada te same doświadczenia, potrzeby i cechy. Kategoryzacja prowadzi do stereotypizacji: społeczeństwo może postrzegać osoby z niepełnosprawnościami jako „szczególne” w sposób nadmiernie pozytywny (np. jako świętych czy ludzi niezdolnych do negatywnych działań) lub przeciwnie, w sposób negatywny (np. jako nieszczęśliwych, biednych, wykluczonych, „nienormalnych”). Niestety, takie podejście często prowadzi do dehumanizacji: osoby te są sprowadzane do jednej cechy, ich odmienność staje się barierą w kontaktach społecznych, przez co często są ignorowane lub wykluczane z przestrzeni publicznej – podkreśla Maria Świątkiewicz-Mośny.

Historyczne stereotypy powodują, że używamy takich pojęć, które są pojęciami wykluczającymi. Mówimy o osobach z niepełnosprawnościami, że są „inne”, „nienormalne”. – Bardzo wyraźnie budujemy podział na osoby „normalne” i „nienormalne”. To buduje mur. Dodatkowo brakuje nam słów albo sposobów komunikacji, w związku z czym w obawie przed jakąś niezręcznością, żeby kogoś nie urazić, nie wchodzimy z taką osobą w relację. Na przykład nie wiemy, czy do osoby na wózku możemy powiedzieć „czy pójdziesz ze mną do kina”. Te obawy powodują wykluczenie osób z niepełnosprawnościami z grupy – zauważyła prof. Maria Świątkiewicz-Mośny.

Według ekspertki, w środowiskach, gdzie osoby z niepełnosprawnościami są dobrze zintegrowane, często zdarza się, że używają są określenia, które w przestrzeni publicznej mogłyby być uznane za obraźliwe. To zjawisko odzwierciedla elastyczność i wielowarstwowość języka, który adaptuje się w zależności od sytuacji społecznej i charakteru relacji między ludźmi. Jeśli np. w klasie szkolnej osoba na wózku określa żartobliwie siebie jako „inwalidkę” i oczekuje pewnych „przywilejów” ze względu na tę sytuację, to oznacza że język wewnątrz grupy może być bardziej swobodny i pełen humoru. Natomiast e przestrzeni publicznej takie określenia jak „inwalida”, „kaleka” czy „schizofrenik” są wykluczające.

– Istotnym celem staje się unikanie utożsamiania osoby wyłącznie z jej cechą, aby uniknąć redukcjonizmu. Dlatego używamy form neutralnych i preferujemy terminy, które nie sprowadzają osoby do jej niepełnosprawności – podkreśla prof. Świątkiewicz-Mośny.

w naszej czytelni