Rozmowa z dr Martą Sałkowską, socjolożką związaną z Działem Badań Centrum Nauki Kopernik, która kierowała badaniami zawartości podręczników szkolnych pod kątem opisu niepełnosprawności.
Zrealizowany przez Panią projekt „Lista nieobecności” prowadzi do dość smutnych wniosków…
Dr Marta Sałkowska: Wraz ze wspaniałymi współbadaczkami Magdaleną Kocejko, Magdą Szarotą i Angelika Greniuk, przeanalizowałyśmy podręczniki z aktualnej listy zaakceptowanej przez ministerstwo. To były podręczniki z różnych przedmiotów, ponad 40 tysięcy stron. Przeanalizowałyśmy to zarówno ilościowo, jak i jakościowo, czyli oprócz tego, że zwracałyśmy uwagę na to, jak często występują jakieś pojęcia bądź zjawiska, zastanawiałyśmy się też, co z tego wynika. I okazuje się, że w znakomitej większości treści dominuje „charytatywny” model niepełnosprawności. Przedstawia on osoby z niepełnosprawnością jako te, które wymagają opieki, troski, pochylenia się nad nimi. Nawet samo środowisko osób z niepełnosprawnością jest podzielone co do tego, jak powinno się mówić – czy „osoba z niepełnosprawnością,” czy „osoba niepełnosprawna” – ale ten model zakłada, że taka osoba „cierpi” i jest zależna od pomocy.
Czy znalazły Panie pozytywne przykłady opisu niepełnosprawności?
Znalazłyśmy trochę dobrych praktyk przedstawiania niepełnosprawności, które włączają ją w nurt różnorodności, ukazując, że społeczeństwo nie jest jednorodne. Na przykład pojawił się wątek destygmatyzacji depresji i kryzysów psychicznych. W jednym z podręczników do szkoły średniej widoczny był jasny komunikat: warto skorzystać z pomocy specjalisty i że to nie jest powód do wstydu. Jednocześnie widziałyśmy mnóstwo straconych szans. W jednym z podręczników była np. praca domowa, aby zaprojektować osiedle z uwzględnieniem potrzeb różnych grup, ale zabrakło tam grupy osób z niepełnosprawnościami. Inny przykład to historia chłopca w edukacji wczesnoszkolnej, który nosił aparat słuchowy i z tego powodu nikt nie chciał z nim współpracować. Przypadkiem trafił do grupy, gdzie okazało się, że ma niezwykłą zdolność koncentracji, dzięki której potrafił świetnie układać klocki. Wprawdzie pokazał „supermoc”, ale był przedstawiony nie jako „zwykły” chłopiec, lecz jako ktoś, kto „dzięki” niepełnosprawności zyskał szczególne zdolności. Taki schemat, gdzie osoby z niepełnosprawnością są albo ofiarami, albo herosami, jest bardzo stereotypowy.
Dlaczego osoby z niepełnosprawnością są przedstawiane w ten sposób w podręcznikach?
Choć nie analizowałyśmy podstaw programowych, wydaje się, że ten sposób odzwierciedla to, co dzieje się w kulturze popularnej. Podręczniki nie są „skansenem przekazu” – taki obraz jest też obecny w mediach i innych tekstach kultury. Analizując np. swego czasu dyskurs wokół protestu opiekunów osób z niepełnosprawnościami, zauważyłyśmy, że i oni są stygmatyzowani, zamiast koncentrować się na wsparciu systemowym. Na szczęście sytuacja zaczyna się poprawiać, bo coraz więcej osób z niepełnosprawnościami pełni role podmiotowe i zawodowe, uczestnicząc w tworzeniu rozwiązań. Im więcej konsultacji i współtworzenia, tym bardziej inkluzywny staje się dyskurs. To, co wyłania się z podręczników, nie oddaje rzeczywistości osób z niepełnosprawnościami – nie są one ani wyłącznie ofiarami, ani herosami, lecz bardzo zróżnicowaną grupą, podobnie jak osoby pełnosprawne.
Gdzie popełnia się większe błędy? W tekście czy w ilustracjach?
I tu, i tu ten obraz jest stygmatyzujący. W grafikach dominowało przedstawienia np. weteranów wojennych, wracających z amputowanymi kończynami. Ale na przykład był też obraz Diego Velázqueza, na którym była przedstawiona kobieta niskorosła. No i niestety opis był… karzeł bądź karlica. W podręcznikach brakuje takiej refleksji na temat tego, że język się zmienia, że na przykład kiedyś pojęcie typu „debil”, „idiota”, to były pojęcia medyczne, a teraz są pojęciami obraźliwymi.
„Kaleka” już właściwie nie funkcjonuje w języku debaty publicznej, Jednak w podręczniku do języka polskiego pojawiło się zadanie, by tworzyć rzeczowniki kończące się na „-two,” gdzie przykładami były „kaleka” i „kalectwo”. Zastanawiam się, co stoi za decyzją, by akurat takiego słowa użyć bez dodatkowego komentarza. W podręcznikach często znajdują się też teksty źródłowe, na przykład nowelki, choćby „Katarynka” czy „Mendel Gdański”, w których używany język jest z epoki. Tam występują takie określenia jak „biedna, ślepa dziewczynka”. Problem polega na tym, że te same określenia są później powtarzane w pytaniach skierowanych do uczniów. Wydaje się, że warto byłoby podkreślać, że język się zmienia i że choć materiały źródłowe zawierają dawne wyrażenia, to nie musimy ich powielać w codziennej rozmowie, ponieważ stają się one nieadekwatne w świetle współczesnych norm prawnych, konwencji i obyczajów.
Czy wraz ze zmianami pokoleniowymi język coraz bardziej będzie się zmieniać?
Już nie można napisać w dokumentach medycznych „imbecyl”, a jeszcze kilkadziesiąt lat temu tak było, więc to się rzeczywiście zmienia. Trzeba zauważyć, że przestaje to dotyczyć wyłącznie niepełnosprawności. Obecnie to również kwestia identyfikacji płciowej, neutralności płciowej. Ważne jest, aby nie wylewać dziecka z kąpielą – żeby na przykład pełnosprawni mieszkańcy dużych miast z klasy średniej, nie narzucali języka dotyczącego niepełnosprawności. Mamy przypadki, gdzie ktoś mówi: „Jestem osobą niepełnosprawną”, a inna osoba woli określenie „osoba z niepełnosprawnością”. Zamiast pochopnych działań, warto rozmawiać z otwartością, szczególnie uwzględniając głosy tych, których to bezpośrednio dotyczy. Dlatego w naszych badaniach uczestniczyły osoby z niepełnosprawnością. To kluczowe w podejściu „disability studies,” by analizować zjawisko z perspektywy osób, które go doświadczają.
Jak pytać o niepełnosprawność?
Niezwykle ważne w kontaktach z osobami z niepełnosprawnością są uważność i otwartość – zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Możemy być nad wyraz inkluzywni lub zbyt mało inkluzywni, ale przy założeniu, że mamy dobre intencje, staramy się nikogo nie urazić. Często po prostu nie wiemy, jak się zachować. Warto więc pytać bezpośrednio – elegancko i kulturalnie – czy ktoś potrzebuje pomocy lub jak możemy pomóc, zamiast np. chwytać osobę niewidomą za łokieć, by ją przeprowadzić, bo zapaliło się zielone światło. Ważne jest, by mówić z własnej perspektywy: „Nie wiem, mam problem i potrzebuję twojej pomocy, żebyś mi powiedział, jak się do ciebie zwracać”. Mam też doświadczenie z badań z matkami dzieci z zespołem Downa. Opowiadały mi, że inni rodzice czasem swoje dzieci z piaskownicy, bo bali się, że ich dziecko… zarazi się zespołem Downa. Taki poziom niewiedzy jest nadal powszechny. Warto pytać, by unikać lęku, nie krzywdzić nikogo i nie urazić, bo większość lęku bierze się z niewiedzy i braku doświadczenia.








