Web Design

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

Logo Design

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

Web Development

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

White Labeling

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

VIEW ALL SERVICES 

Marta Chojnacka-Kuraś: Zmian w języku nie można narzucać odgórnie

Marta Chojnacka-Kuraś

Język zmienia się powoli. Takie słowa jak „inwalida” czy „niepełnosprawny” nadal pojawiają się w przestrzeni publicznej, choć dla wielu osób są drażliwe. W mówieniu o chorobach warto unikać metaforyki militarnej (walki, wojny), szczególnie przy chorobach nowotworowych czy przewlekłych. Kiedy myślimy o nich jako o starciu siłowym, to w sytuacji postępowania choroby ten, kto jej doświadcza, staje się „przegranym” – mówi dr Marta Chojnacka-Kuraś z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Jakie błędy językowe najczęściej popełniamy, mówiąc czy pisząc o osobach z niepełnosprawnościami?

Dr Marta Chojnacka-Kuraś: O błędach językowych wolę mówić wtedy, kiedy mamy do czynienia ze zjawiskami mającymi skodyfikowaną normę. Wtedy jednoznacznie wiemy, co jest formą poprawną, a co błędną. Język używany do mówienia o osobach z niepełnosprawnościami nie jest jeszcze ustabilizowany. Wolę wspominać w tym kontekście o zalecanych konstrukcjach językowych (których warto używać) niż o takich, które są jednoznacznie błędne czy niedozwolone. Kluczowa jest praca nad postawami. Aby kształtować zmiany, musimy tłumaczyć ludziom, dlaczego pewne formy są zalecane i uwrażliwiać ich na różnorodność panującą w społeczeństwie. Jeśli będziemy tylko wskazywać błędy, to możemy doprowadzić do tego, że użytkownicy języka będą się bali mówić o niepełnosprawności w ogóle. A tego byśmy nie chcieli.

Czy mogłaby Pani podać przykłady rekomendowanych struktur językowych?

Jednym ze zjawisk gramatycznych w języku inkluzywnym (takim, który nie wyklucza i nie dyskryminuje) jest stosowanie wyrażeń, które stawiają człowieka na pierwszym miejscu – zgodnie z ideą people-first language. Zamiast mówić „inwalida”, „niepełnosprawny” czy „cukrzyk”, możemy użyć konstrukcji „osoba z…” – na przykład „osoba z niepełnosprawnością” czy „osoba z cukrzycą”. Taka konstrukcja odsuwa cechę od osoby jako takiej i pokazuje niepełnosprawność czy chorobę jako jedną z wielu cech danego człowieka, a nie cechę dominującą.

Jak powinniśmy mówić o osobach z niepełnosprawnością, a jak rozmawiać z nimi bezpośrednio?

To dwie różne sytuacje komunikacyjne. Mam wrażenie, że obecnie więcej uwagi poświęcamy temu, jak mówić czy pisać o osobach z niepełnosprawnością, na przykład w mediach. W rozmowie bezpośredniej najważniejsze są uniwersalne zasady dobrej komunikacji i grzeczności językowej: szacunek, otwartość na potrzeby rozmówcy i dostosowanie się do jego sytuacji. Na przykład w rozmowie z osobą niewidomą powinniśmy pamiętać m.in. o stosowaniu opisowego języka (aby słowem tworzyć przestrzeń, w której się znajdujemy) i o tym, aby zwracać się bezpośrednio do tej osoby. Nie bójmy się też wyrażeń „do widzenia”, „do zobaczenia” – są to sfrazeologizowane formuły pożegnalne, których nie trzeba udosławniać. Kiedy jesteśmy w obecności osoby słabosłyszącej lub głuchej, pamiętajmy o kontakcie wzrokowym. Kiedy rozmawiamy z osobami korzystającymi z wózków, pamiętajmy, aby nie traktować wózka jak mebla, np. nie opierać się o niego. Dobrze jest też zadbać o to, abyśmy mieli wzrok na równi z naszym rozmówcą.

Jak wyznaczyć granice poprawności, jak wyczuć te niuanse, skoro osoby z niepełnosprawnościami różnie siebie definiują?

To czasami sprawa indywidualna. Niektórzy mogą się obrazić za dane określenie, inni odbiorą je jako zupełnie neutralne. Kiedy rozmawiamy z kimś bezpośrednio, najlepiej wysłuchać, jak ten ktoś mówi o sobie, lub zapytać wprost, jak woli być nazywany. Większym wyzwaniem jest chyba mówienie o wszystkich, o całej zróżnicowanej grupie. Język zmienia się powoli. Takie słowa jak „inwalida” czy „niepełnosprawny” nadal pojawiają się w przestrzeni publicznej, choć dla wielu osób są drażliwe. W mówieniu o chorobach warto unikać metaforyki militarnej (walki, wojny), szczególnie przy chorobach nowotworowych czy przewlekłych. Kiedy myślimy o nich jako o starciu siłowym, to w sytuacji postępowania choroby ten, kto jej doświadcza, staje się „przegranym”.

Co jeszcze możemy zmienić w języku, by był bardziej inkluzywny?

Wiele wyrażeń koduje pewne obrazy, na przykład określenie „przykuty do wózka” czy „skazany na wózek” sugeruje bierność danej osoby. Można zamiast tego powiedzieć „korzystający z wózka”, osoba „poruszająca się na wózku”, aby pokazać tę osobę jako aktywną i sprawczą. Starajmy się wybierać neutralne konstrukcje, takie jak „choruje na” zamiast „cierpi na”. To pozornie drobne, lecz bardzo istotne zmiany, które wpływają na postrzeganie osób z niepełnosprawnościami czy osób chorych jako pełnoprawnych uczestników życia społecznego.

Czy istnieje jakiś sposób na ujednolicenie języka, biorąc pod uwagę, że np. starsze pokolenie jest przyzwyczajone do określeń takich jak „kalectwo” czy „inwalidztwo”?

Trudno znaleźć złoty środek. Język jest związany z doświadczeniami pokoleniowymi. Może pomogłyby programy edukacyjne, takie jak choćby NIEsłownik, wyjaśniające, dlaczego zmiana języka jest ważna i że pewne określenia mogą ranić. Warto też zauważyć, że w przeszłości osoby z niepełnosprawnościami były bardziej ukryte w społeczeństwie, a to się zmienia. Im więcej spotkań i dialogu, tym większe zrozumienie.

Językoznawcy wskazują, że raczej niewłaściwe dla opisywania niepełnosprawności są przymiotniki – dlatego np. zamiast „niepełnosprawny” powinno się mówić „osoba z niepełnosprawnością”. Wyjątkiem od tej reguły jest słowo „głuchy”, ale gdzie w tym zestawieniu znajduje się np. słowo „niewidomy” – w powszechnym odczuciu społecznym przecież też raczej niedyskryminujące.

Dla mnie określenie „niewidomy” nie jest słowem dyskryminującym. Jego obecność w nazwach np. fundacji działających na rzecz osób niewidomych świadczy o tym, że jest akceptowane również wewnątrz tej grupy. Warto pamiętać, że istnieje rozróżnienie w terminologii medycznej – „niewidomy” i „ociemniały” to różne sytuacje z fizycznego punktu widzenia. Oczywiście nieakceptowane jest określenie „ślepy”. Nie ma tu analogii do tego, co stało się ze słowem „głuchy”, które w odniesieniu do osób niesłyszących, mniejszości Głuchych, stało się nośnikiem wartości pozytywnej, tożsamości indywidualnej i grupowej. Powszechnie funkcjonujące określenie „głuchoniemy” jest przez to środowisko odrzucone jako zawierające uproszczony sąd, że osoby głuche są nieme, że nie mówią. A przecież one się doskonale komunikują ze sobą, posługują się językiem migowym, który jest pełnoprawnym językiem, tylko nie fonicznym, a wizualno-przestrzennym. Dlatego wyrażenie „głuchoniemy” jest ewidentnie nieprawidłowe i nierekomendowane. W przypadku osób z niepełnosprawnością wzroku nie widzę podobnego zjawiska. Słowo „niewidomy” jest akceptowane, ono oznacza, że dana osoba nie widzi i nie ma w nim niczego nieprawdziwego czy uproszczającego. Oczywiście lepiej powiedzieć „osoba niewidoma”, stawiając rzeczownik „osoba” na pierwszym miejscu.

Co możemy zrobić, aby zwiększyć widoczność osób z niepełnosprawnościami np. w mediach czy w kulturze?

Osoby z niepełnosprawnościami powinny być bohaterami historii przedstawianych w mediach i w kulturze masowej, w filmach, serialach, reklamach. To pozwoliłoby oswoić społeczeństwo z ich obecnością, przyzwyczaić do tego, że jesteśmy różni, ale równie ważni. Warto, aby osoby te były pokazywane jako jednostki aktywne, np. zawodowo (jako profesjonaliści znający się na danej tematyce), sprawcze, mające normalne życie rodzinne. Mam wrażenie, że dziś osoby z niepełnosprawnościami najczęściej pokazuje się w kontekstach negatywnych, dotyczących ich problemów, trudności, osobistych tragedii. Bardzo potrzebne są działania na poziomie edukacji, administracji, a także kultury. Dopiero wielotorowe działania we wszystkich sferach życia społecznego mogą przynieść prawdziwą zmianę.

Z perspektywy administracji publicznej – jakie są główne obszary do poprawy, by osoby z niepełnosprawnościami były bardziej widoczne i doceniane?

Przestrzeni do poprawy pod tym względem jest wiele – począwszy od edukacji (m.in. treści w podręcznikach) przez media po akty prawne. Zmiana wymaga czasu i powinna przebiegać ewolucyjnie, aby nie wywoływać wrażenia, że jest narzucana z góry. Ważne, abyśmy jako społeczeństwo nabywali doświadczenia w mówieniu do osób z niepełnosprawnościami i o nich, abyśmy oswajali się z językiem, który podkreśla wartość każdego człowieka, a nie tylko jednej z jego cech. Zmiana jest już zauważalna, wciąż jednak potrzebujemy wielu lat konsekwentnych działań.

w naszej czytelni