– Moi rodzice byli głusi, więc właściwie od dzieciństwa zderzałam się z taką komunikacją i z tym, jak nazywać niepełnosprawność, aby nie sprawiać przykrości czy nie stawiać w niezręcznej sytuacji tych, którzy z nią żyją – mówi aktorka Olga Bończyk, od lat wspierająca osoby z niepełnosprawnościami. Pani Olga udzieliła nam wywiadu w ramach projektu NIEsłownik.
Nie tylko osoby niesłyszące, ale w ogóle osoby z niepełnosprawnościami, nie oczekują taryfy ulgowej od świata.
Olga Bończyk: Osoby niesłyszące nie chcą by je stygmatyzować, zatrzymywać w ich własnym świecie. One chcą wychodzić naprzeciw, chcą być razem w świecie słyszących i dość jasno to komunikują, choć pewnie ten komunikat nie dociera zbyt jasno do otoczenia. Spodziewam się, że podobnie jest z osobami z niepełnosprawnościami fizycznymi. Osoby niemające styczności z niepełnosprawnością mogą nie wiedzieć, jak się zachować. Każda osoba z niepełnosprawnością ma inne oczekiwania, potrzeby, inaczej radzi sobie z życiem i inaczej konstruuje swoje otoczenie. Trudno oczekiwać jednej, uniwersalnej recepty dla wszystkich.
Kiedy z kimś rozmawiam, stojąc np. obok osoby na wózku, zawsze czekam na wyraźny sygnał, czego ta osoba oczekuje: czy chce, bym dotknęła wózka, stanęła za nim, czy przyklękła. Wiem, że nie każdy tego sobie życzy, więc zachowuję się intuicyjnie, ale zawsze jestem wyczulona na drobiazgi.
Podobnie jest ze słowami.
Przyzwyczailiśmy się do wyrażeń, że ktoś „walczy z chorobą” albo „jest dzielny, bo jest na wózku”. To stereotypowe sformułowania, z którymi próbujemy walczyć. Mam poczucie, że komunikat jak się zachować i komunikować, powinien wyjść jasno i deklaratywnie od osoby z niepełnosprawnością. Wydaje mi się, że taka komunikacja uniknęłaby niezręczności po obu stronach. To moje zdanie, ale jedno wiem na pewno: ludzie z niepełnosprawnościami nie oczekują litości ani wyjątkowego traktowania – przynajmniej takie osoby poznałam.
Jak rozmawiać z osobami z pokolenia, które jest przyzwyczajone do słów „kaleka” czy „inwalida”? Dla starszych ludzi, którzy przeżyli wojnę lub urodzili się niedługo po niej, takie określenia są normą.
Sama wychowałam się w czasach, gdy słowa „inwalida” i „kaleka” były normą i miały znaczenie neutralne, ale zmiana języka jest potrzebna. Jeśli ktoś czuje się urażony takimi określeniami, należy to zmienić. Z mojej perspektywy, każdy człowiek powinien dostosować się do języka, który preferują osoby z niepełnosprawnościami. Liczę na jasny feedback, aby uniknąć nieporozumień.
W jakim miejscu są zmiany języka opisu niepełnosprawności?
Sądzę, że jesteśmy w procesie zmian. Jeśli chcemy postępu, należy komunikować jasno, czego osoby z niepełnosprawnościami potrzebują. W ten sposób szybko wprowadzi się nowe, bardziej adekwatne słowa, i jestem przekonana, że te zmiany zostaną zaakceptowane. Świat się zmienia, język powinien iść za tym, byśmy wszyscy czuli się komfortowo w naszym wspólnym świecie.








