Warto zastanowić się nad popularnymi wyrażeniami, takimi jak „kuku na muniu”, „ma chysia”, „ma fisia”, „ma nierówno pod sufitem” czy „ma niepoukładane w głowie”. Tego rodzaju określenia sugerują, że dana osoba ma jakąś „wadę” w umyśle – zwraca uwagę prof. Katarzyna Kłosińska, językoznawczyni z Uniwersytetu Warszawskiego, Przewodnicząca Rady Języka Polskiego.
Jak zmieniał się język opisu niepełnosprawności na przestrzeni lat czy dekad?
Prof. Katarzyna Kłosińska: Język przenosi wielopokoleniowe doświadczenia jego użytkowników: narodu, grupy etnicznej lub innej społeczności, która się nim posługuje. Te doświadczenia, gromadzone przez stulecia, zostają zakorzenione w języku, nadając pewnym słowom wartościowanie. Na przykład, kiedyś terminy związane z niepełnosprawnością pełniły także funkcję nazw dla osób, które uznawano za „inne” lub nieakceptowane. Jest to widoczne chociażby w określeniu „kaleka życiowy”. Takie wyrażenia ilustrują sposób, w jaki osoby z niepełnosprawnościami były postrzegane przez wieki.
Ten sposób myślenia jest zakodowany w języku w formie oceny, która przenosi się na kolejne pokolenia. Bezwiednie przekazujemy dawne postrzeganie osobom młodszym. Dlatego warto zadać sobie pytanie, czy używanie pewnych sformułowań, takich jak „kaleka życiowy”, nie krzywdzi kogoś, czy nie niesie nieświadomego, negatywnego ładunku. Można przecież mówić o osobach, które sobie słabiej radzą, w sposób nieobarczony konotacją z niepełnosprawnością, unikając przenoszenia ocen, które utrwalają krzywdzące stereotypy.
Takie stereotypy mogą być powielane również przez pozornie neutralne powiedzenia, np. „ślepy zaułek” czy „głuchy na argumenty”.
Takie oceny oraz sposób postrzegania osób z niepełnosprawnościami – lub też po prostu osób różniących się od większości – są mocno zakorzenione w języku. Często stosujemy porównania, które mogą być krzywdzące. Na przykład mówimy, że ktoś „jeździ jak wariat” albo „zachowuje się jak wariat”. Albo określamy jakąś sytuację jako „schizofreniczną”. W ten sposób nieświadomie przywołujemy określone choroby lub zaburzenia, a nawet pewne „inności” jako punkt odniesienia dla naszych obserwacji zachowania.
Stosujemy takie etykiety również wobec konkretnych cech osobowości, jak choćby nieśmiałość, przypisując im medyczne terminy. Osoby, które wydają się nam skryte, bywają określane jako „autystyczne”, a te nadmiernie ruchliwe jako „osoby z ADHD”, co prowadzi do uproszczeń i utrwalania mylnych skojarzeń. Autyzm, ADHD czy nieneurotypowość w ogóle to złożone zjawiska, z wieloma różnorodnymi cechami, a przypisywanie im jednej charakterystyki redukuje ich wielowymiarowość.
Tego typu etykietowanie staje się stygmatyzujące na dwa sposoby. Po pierwsze, tworzy mylne wyobrażenia o różnych nietypowościach, ograniczając nasz obraz do pojedynczych cech. Po drugie, osoby bez takich neurotypowości, lecz wykazujące określone zachowania, również są wciągane do jednej szuflady, co zniekształca ich indywidualność i umacnia stereotypy. Taka uproszczona narracja sprawia, że tracimy z oczu, co jest istotą danego zaburzenia czy stanu, a co tylko przypadkową cechą.
Język bardzo wyraźnie odzwierciedla sposób, w jaki postrzegamy osoby, które w jakikolwiek sposób wydają się nam nienormatywne.
Wystarczy zastanowić się nad popularnymi wyrażeniami, takimi jak „kuku na muniu”, „ma chysia”, „ma fisia”, „ma nierówno pod sufitem” czy „ma niepoukładane w głowie”. Tego rodzaju określenia sugerują, że dana osoba ma jakąś „wadę” w umyśle, a ich użycie odwołuje się często do zniekształconych i deprecjonujących wyobrażeń o zdrowiu psychicznym. Przykładowo, „kuku na muniu” sugeruje coś „uszkodzonego” w głowie, przywołując obraz dziecka, które się uderzyło i zrobiło sobie „kuku”: coś małego, bolesnego, ale też z pewną dozą pobłażania.
Takie dziwaczne, nietypowe wyrażenia oddają nasze wyobrażenia o osobach, które w naszej opinii nie pasują do norm społecznych. Często nie są to osoby z żadną medyczną diagnozą, lecz ci, którzy zachowują się „inaczej” lub „dziwnie” w naszym rozumieniu. Taki język pogłębia nasze wyobrażenia o takich osobach jako zabawnych, niepoważnych, a czasem wręcz budzących nieufność. Przez lata te wyrażenia kształtowały myślenie o osobach z zaburzeniami psychicznymi jako mniej wartościowych i niegodnych zaufania, co ma swoje konsekwencje także w dzisiejszych relacjach społecznych.








