Web Design

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

Logo Design

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

Web Development

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

White Labeling

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

VIEW ALL SERVICES 

Beata Borowska-Beszta: Istnieją pułapki językowe związane z niepełnosprawnością

Beata Borowska-Baszta

Zbyt pozytywny, eufemizowany język może prowadzić do zjawiska, które na świecie jest znane jako „inspiration porn”. Termin ten odnosi się do sytuacji, w której osoby z niepełnosprawnością są postrzegane jako mające obowiązek inspirowania pozostałej części pełnosprawnego społeczeństwa, uważa dr hab. Beata Borowska-Beszta, profesor UMK, z Instytutu Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Gdzie dostrzega Pani największe pułapki jeśli chodzi o opisywanie niepełnosprawności?

Dr hab. Beata Borowska-Beszta, profesor UMK: Istnieją pewne pułapki językowe związane z mówieniem o niepełnosprawności, obecne zarówno w mediach, codziennym życiu, jak i np. w środowiskach akademickich. Myślę, że można dostrzec w tym procesie pewną tendencję do radykalizacji poprawności językowej, co samo w sobie staje się pułapką. Mamy bowiem dwie tradycje, które są równoważne pod względem pojęć i koncepcji mówienia o niepełnosprawności.
Jedna z nich pochodzi z amerykańskiego gruntu językowego, gdzie istotą definicji jest skoncentrowanie uwagi na człowieku jako osobie, a dopiero w drugiej kolejności na niepełnosprawności. To podejście, nazywane godnościowym, przyjmuje zasadę „najpierw człowiek, potem niepełnosprawność”.
Polska bardzo ochoczo przejęła tę tradycję już w latach 90. XX. w, szczególnie w środowisku pedagogów specjalnych. I od tamtego czasu pojęcie „osoba z niepełnosprawnością” zdominowało język specjalistyczny. W rzeczywistości ta tradycja, która narodziła się w Stanach Zjednoczonych, funkcjonuje także w Australii i niektórych krajach europejskich. Niemniej jednak, równorzędnie funkcjonuje inne podejście, wywodzące się z tradycji brytyjskiej, gdzie przyjmuje się określenie „osoba niepełnosprawna”, „disabled person”, opierające się na języku tożsamościowym. W tym brytyjskim ujęciu osoba niepełnosprawna uznaje niepełnosprawność jako element swojej tożsamości i nie widzi w niej czegoś, co należałoby ukrywać lub czego można się wstydzić. Wręcz przeciwnie, na gruncie tej tradycji wyrosła idea „disability pride” – dumy z niepełnosprawności.

W Polsce te dwie tradycje, amerykańska i brytyjska, nakładają się na siebie, co prowadzi do językowej pułapki.

W przestrzeni publicznej dominuje podejście amerykańskie, podczas gdy bardzo istotne określenie „osoba niepełnosprawna”, wyrażające tożsamościową dumę i akceptację, bywa ignorowane lub wręcz uważane za mniej odpowiednie. Osoby spoza kręgu badań nad niepełnosprawnością czy samego środowiska osób z niepełnosprawnościami, często dokonują korekt językowych, zakładając że jedyną właściwą formą jest „osoba z niepełnosprawnością”.

Czy widzi Pani w różnych językach czy grupach językowych jakieś szczególnie pozytywne albo negatywne przykłady opisywania niepełnosprawności? Skąd warto czerpać pozytywne wzorce?

Trzeba, a raczej należałoby, czerpać z najlepszych wzorców i obserwować ewolucję języka, szczególnie w kontekście opisywania niepełnosprawności. Przykładem takiej ewolucji jest pojęcie „użytkownik wózka”, które funkcjonuje już w języku polskim jako adekwatne określenie. W przeciwieństwie do niego, wyrażenie „przykuty do wózka” jest anachronizmem, wywodzącym się zwłaszcza z czasów żelaznej kurtyny. Jeszcze wtedy, a nawet na początku lat 90. XX w., język związany z niepełnosprawnością ewoluował, więc takie wyrażenie mogło funkcjonować. Dziś jednak, nawet w mediach, jest rzadkością, a co więcej, stanowi koronny przykład tego, jak nie należy mówić o osobach z niepełnosprawnościami.
Mówienie o kimś „przykuty do wózka” nie oddaje rzeczywistości. W sensie merytorycznym jest to wyrażenie błędne, a jego użycie może być kontrowersyjne i niezgodne z rzeczywistością użytkowania wózka, a także z obecnym spojrzeniem na godność osób z niepełnosprawnościami. To sformułowanie pozbawia osoby godności. Przykładem mogą być też określenia „jednostki” lub „osobnicy” stosowane w przeszłości wobec osób z niepełnosprawnościami. Terminy te całkowicie pozbawiają ludzkiego wymiaru.
Osobiście jestem rzeczniczką równouprawnienia dwóch podejść do języka w kwestii niepełnosprawności: zarówno tradycji brytyjskiej, która dopuszcza użycie terminu „osoba niepełnosprawna”, jak i tradycji amerykańskiej, gdzie podkreśla się, że to „osoba z niepełnosprawnością”. Oba te podejścia mają swoje miejsce i warto pozwolić na ich współistnienie.

Problemem w opisywaniu osób z niepełnosprawnościami jest też nadmiernie pozytywny język, przedstawianie osób z niepełnosprawnościami jak superbohaterów.

Słusznie zwraca się uwagę, że zbyt pozytywny, eufemizowany język opisu niepełnosprawności może prowadzić do zjawiska, które na świecie jest znane jako „inspiration porn”. Termin ten odnosi się do sytuacji, w której osoby z niepełnosprawnością są postrzegane jako mające obowiązek inspirowania pozostałej części pełnosprawnego społeczeństwa. W tym kontekście ważne jest, aby osoby tworzące relacje o osobach z niepełnosprawnościami posługiwały się właściwym językiem, unikając powierzchownych pochwał, które mogą być niedelikatne i nietaktowne. Nie chodzi o to, aby przedstawiać osobę z niepełnosprawnością jako kogoś, kto „pomimo” swojej niepełnosprawności lub „pokonując” ją, osiąga sukces. Takie konstrukcje językowe upraszczają i spłaszczają sytuację, wprowadzając narrację, która może być obciążająca i powierzchowna.
Tego rodzaju narracje były widoczne również w czasach żelaznej kurtyny, kiedy to np. dziennikarze pisali o osobach z niepełną sprawnością fizyczną, nabywaną w wyniku działań wojennych, które „wykonywały 200% normy”, podkreślając ich „bohaterstwo” i „przezwyciężenie” niepełnosprawności. W rzeczywistości takie opisy bardziej służyły ideologicznemu celowi niż autentycznemu przedstawieniu doświadczeń tych osób, a przez to odwracały uwagę od rzeczywistego znaczenia ich codziennych wysiłków i potrzeb.

w naszej czytelni