Web Design

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

Logo Design

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

Web Development

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

White Labeling

Your content goes here. Edit or remove this text inline.

VIEW ALL SERVICES 

Margaret Ohia-Nowak: Inkluzywność językowa to naprawdę trudna kwestia

Margaret Ohia-Nowak

Wyobraźmy sobie, jak byśmy się czuli, gdybyśmy nie chcieli, aby dane słowo było stosowane wobec nas, a jednak inni uparcie by je stosowali, twierdząc, że „to przecież nikomu nie szkodzi” – mówi dr Margaret Ohia-Nowak, adiunktka w Katedrze Dziennikarstwa Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, certyfikowana trenerka międzykulturowa i doświadczona trenerka antydyskryminacyjna.

Język, w którym opisujemy lub odnosimy się do niepełnosprawności, stał się przestrzenią, gdzie równocześnie spotykamy się z wieloma stygmatyzującymi wyrażeniami i dynamicznymi zmianami. Do niedawna traktowano w języku niepełnosprawność jako dominującą cechę tożsamości. Obecnie częściej mówi się o „osobie z niepełnosprawnością”, centralizując „osobę”, która posiada także wiele innych cech i tożsamości.

Przestajemy redukować kogoś do niepełnosprawności i zaczynamy widzieć pełniejszy obraz tożsamości. Dostrzegam także pozytywne zmiany językowe, kiedy mówi się o osobach z daną diagnozą, na przykład „osoba z diagnozą ADHD” czy „osoba ze spektrum autyzmu”, zamiast „osoba cierpiąca na…”. To ostatnie wyrażenie jest szczególnie problematyczne, ponieważ automatycznie kojarzy osobę z cierpieniem i nadaje jej negatywny wizerunek. Zamiast tego, używając neutralnego języka, który nie koncentruje się na potencjalnym cierpieniu, możemy obiektywnie wskazać na diagnozę lub specyficzną cechę bez jej wartościowania. Dzięki takiemu podejściu zaczynamy budować bardziej obiektywny i szerszy obraz, który nie sprowadza całej tożsamości danej osoby do jednej diagnozy.

Język, w którym wybieramy, na czym się skupiać, ma ogromny wpływ na to, jak postrzegamy daną osobę czy sytuację.

Kierując uwagę z cech, które były historycznie stygmatyzowane, na osobę jako całość, zaczynamy widzieć osoby z niepełnosprawnościami jako pełnowymiarowych, złożonych ludzi. Choć terminy takie jak „kaleka” czy „inwalida” znikają z użytku, to znacząca zmiana ostatnich lat polega przede wszystkim na tym, że decyzja o tym, jak nazywać osoby z niepełnosprawnościami, jest coraz częściej oddawana tym, których to dotyczy. W miejsce terminologii narzucanej przez specjalistów czy osoby spoza tej grupy, teraz to osoby z niepełnosprawnościami kształtują język, który opisuje ich rzeczywistość.

Paradoks polega na tym, że brak reguł językowych powoduje, że jedna osoba z daną chorobą czy niepełnosprawnością może mieć zupełnie inne oczekiwania, jak ją definiować, niż inna osoba w podobnej sytuacji zdrowotnej. I ta „cienka czerwona linia” jest praktycznie niezauważalna dla ludzi spoza środowiska osób z niepełnosprawnościami.

Inkluzywność językowa to naprawdę trudna kwestia. Pierwszym krokiem do jej zrozumienia jest świadomość, że wymaga ona przezwyciężenia pewnych przyzwyczajeń i zmiany w językowych nawykach, zarówno u innych, jak i we własnym słowniku. Mamy bowiem nawyki i przywiązania do wyrażeń, których używamy przez całe życie i które dla nas osobiście nigdy nie miały negatywnego zabarwienia. Nie jest to łatwe nawet dla osób z niepełnosprawnościami, które mają prawo wyznaczyć granice, jak chcą być nazywane. Dla niektórych z nich formy, które inni mogliby uważać za obraźliwe, nie są problematyczne ze względu np. na przyzwyczajenie. Musimy również uwzględniać takie głosy i nie narzucać wyłącznie jednej formy, pomijając opinie tych, którzy np. akceptują termin „osoba niepełnosprawna,” a nie uznają go za stygmatyzujący. Inkluzywność językowa oznacza dawanie grupie, której dany język dotyczy, prawa do wyboru i do własnej definicji tożsamości. Podobnie jest np. z użyciem feminatywów: nie wszystkie kobiety chcą używać żeńskich form, niektóre preferują maskulatywy. Są ku temu różne powody, np. przyzwyczajenie czy własne przekonania. Inkluzywność polega więc na zaakceptowaniu i uwzględnieniu tych głosów, a nie tylko na wprowadzaniu ogólnego językowego standardu.

„Poprawność polityczna” bywa odstraszająca.

Kluczowa jest umiejętność zrozumienia perspektywy drugiej osoby, zrozumienia, jak może odbierać dane wyrażenia, pobudzenie refleksji nad tym, co dla kogoś oznacza słowo, które osobiście uznajemy za neutralne. Wyobraźmy sobie, jak byśmy się czuli, gdybyśmy nie chcieli, aby dane słowo było stosowane wobec nas, a jednak inni uparcie by je stosowali, twierdząc, że „to przecież nikomu nie szkodzi”. W unikaniu wyrażeń potencjalnie wykluczających kluczowe jest więc kierowanie się intuicją płynącą z głosów samych odbiorców. Tych, których dana terminologia bezpośrednio dotyczy. Intuicja powinna podpowiadać, że warto wsłuchiwać się w te głosy i uwzględniać wnioski wyciągane przez większość grupy, choć oczywiście nigdy nie uzyskamy jednomyślności. Empatyczne podejście oznacza także zrozumienie, że niektóre osoby postrzegają język jako sprawę drugorzędną. Mogą koncentrować się na znacznie ważniejszych problemach, takich jak systemowe bariery, które powodują wykluczenie czy marginalizację, i uznają język za mniej istotny element tej struktury.

w naszej czytelni