Środowisko pedagogów specjalnych stara się humanizować język, aby terminologia oddawała w większym stopniu podmiotowość człowieka. Dlatego też preferujemy określenia „osoba z niepełnosprawnością wzroku” lub „osoba z niepełnosprawnością wzrokową” – mówi prof. zw. dr hab. Marzenna Zaorska z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie
W jaki sposób należy zwracać się do osób z niepełnosprawnością wzroku i słuchu?
Prof. zw. dr hab. Marzenna Zaorska: Gdy mówimy o osobach z niepełnosprawnością wzrokową, słuchową oraz tych z równoczesną niepełnosprawnością słuchowo-wzrokową, mamy do czynienia z różnorodnymi określeniami, które się stosuje. Istnieją terminy tradycyjne, które funkcjonowały przez wieki w istniejącym nazewnictwie i terminologii. W odniesieniu do osób z niepełnosprawnością słuchową, które ja wolę określać właśnie w ten sposób – jako osoby z niepełnosprawnością słuchową lub niepełnosprawnością słuchu – używano różnych pojęć: „niesłyszący”, „głuchoniemy”, „głuchy”. Były to bardzo popularne określenia. Warto wspomnieć, że badania językoznawcze prowadzone przez wybitnych naukowców, takich jak profesor Witold Doroszewski, mąż profesor Janiny Doroszewskiej, współpracowniczki i współtwórczyni polskiej pedagogiki specjalnej, przyczyniły się do lepszego zrozumienia genezy terminu „głuchy”. Badania te wykazały, że termin ten miał swoje źródło w bardzo dawnych epokach historycznych, gdzie był utożsamiany z pojęciem „głupi”, pochodząc z tego samego rdzenia. Jako specjalistka z ponad 40-letnim doświadczeniem pracy z osobami z niepełnosprawnościami sensorycznymi, jestem zdecydowaną zwolenniczką stosowania współczesnych określeń, takich jak „osoba z niepełnosprawnością słuchu” czy „osoba z niepełnosprawnością słuchową” zamiast „głuchy” lub tym bardziej „głuchoniemy”. Ważne jest także, aby uświadomić sobie, że „głuchy” nie oznacza „głuchoniemy”. Istnieje pewne historyczne nawarstwienie znaczeń i skojarzeń, które towarzyszyły tym określeniom i w pewnym stopniu przetrwały do dziś.
Czy w środowisku osób z niepełnosprawnością słuchu istnieje zgoda co do sposobu stosowania języka?
Wśród osób niesłyszących, zwłaszcza tych używających Polskiego Języka Migowego i tworzących tzw. kulturę „Głuchych,” jest wielu zwolenników terminu „głuchy”, pisane przez duże „G” Ta grupa opowiada się za stosowaniem języka migowego jako alternatywnej formy komunikacji. Jednak np. osoby słabosłyszące oraz te korzystające z technologii wspierających, takich jak implanty ślimakowe, niejednokrotnie preferują określenia „osoba z niepełnosprawnością słuchu” lub „osoba z niepełnosprawnością słuchową”.
Podobna sytuacja dotyczy osób z niepełnosprawnością wzrokową, gdzie wciąż funkcjonują określenia mogące być emocjonalnie raniące. Środowisko pedagogów specjalnych stara się humanizować język, aby terminologia oddawała w większym stopniu podmiotowość człowieka. Dlatego też preferujemy określenia „osoba z niepełnosprawnością wzroku” lub „osoba z niepełnosprawnością wzrokową”.
Niepełnosprawność, traktowana jako jedna z wielu cech, nie może być uznawana za cechę dominującą, ponieważ człowiek posiada wiele innych aspektów.
Osoby z równoczesną niepełnosprawnością słuchowo-wzrokową często określa się jako „głuchoniewidome”. Choć termin ten funkcjonuje w literaturze i praktyce pedagogicznej, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Z perspektywy humanizacji języka zalecam stosowanie określeń takich jak „osoba z równoczesną słuchowo-wzrokową niepełnosprawnością”. W literaturze anglojęzycznej spotyka się także określenie „osoba z dualną słuchowo-wzrokową niepełnosprawnością”, choć w Polsce jest ono rzadko używane. Napisałam książkę, która została wydana przez Wydawnictwo Adam Marszałek w Toruniu, pt. „Edukacja i rehabilitacja osób z równoczesną słuchowo-wzrokową niepełnosprawnością (surdotyflopedagogika) – wybrane aspekty i obszary”. Ten tytuł odzwierciedla moje przekonanie o potrzebie precyzyjnego określania terminów w tej dziedzinie. Podsumowując, jednoznacznie opowiadam się za humanizacją i upodmiotowieniem terminologii dotyczącej osób z niepełnosprawnościami. Uważam, że właściwe terminy, takie jak „osoba z niepełnosprawnością słuchową”, „osoba z niepełnosprawnością wzrokową” czy „osoba z równoczesną niepełnosprawnością słuchowo-wzrokową” powinny być popularyzowane i stosowane nie tylko w języku naukowym, ale również w języku potocznym.
Wiele osób, zwłaszcza tych, które latami używały tradycyjnych określeń jak „głuchoniemy”.„przykuty do wózka” czy „wariat” może odczuwać, że nowa terminologia jest sztuczna. To nie tylko kwestia przyzwyczajenia, ale też kulturowych wzorców językowych, które przez lata były ugruntowane w społeczeństwie.
Pytanie o możliwość dotarcia i dokonania zmiany języka w różnych środowiskach nie jest łatwe. Wciąż funkcjonują stereotypy, zarówno w sposobie myślenia, jak i w terminologii stosowanej wobec osób z niepełnosprawnościami. Dotyczy to różnych środowisk, ale najłatwiej jest dotrzeć i przekonać do zmiany osoby bardziej wykształcone – tam reakcje na propozycję zmiany języka są najczęściej jednoznacznie pozytywne i logiczne. O wiele trudniej dotrzeć do środowisk o niższym statusie socjalnym czy niższym poziomie wykształcenia.
A jak wygląda to z punktu widzenia pokoleniowego?
W moim odczuciu młodsze pokolenie ma bardziej humanizujące i inkluzywne podejście w stosunku do terminologii związanej z niepełnosprawnościami, co można wykorzystać, aby subtelnie oddziaływać na starsze pokolenie. Rodzice wychowują dzieci przez lata, ale w tym przypadku możemy spróbować wykorzystać sytuację odwrotną: zachęcić młodzież do większej uwagi i ostrożności w doborze słów, zwłaszcza gdy słyszą stygmatyzujące terminy w wypowiedziach osób starszych, które posługują się utrwalonymi i stereotypowymi określeniami. Młodzi mogą, poprzez własne wypowiedzi i przykład, delikatnie przyczynić się do zmiany języka używanego przez starsze pokolenie, w którym „tradycyjne” terminy nadal funkcjonują. Jednak nie jestem całkowicie przekonana, że większość młodych ludzi stosuje w pełni humanizującą terminologię wobec osób z niepełnosprawnościami. Byłam recenzentką pracy habilitacyjnej profesora Zdzisława Kazanowskiego z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, który badał postawy młodzieży wobec osób z niepełnosprawnością intelektualną i ich rodziców. Wyniki badań pokazały, że rodzice mieli bardziej pozytywne nastawienie niż ich dzieci, co świadczy o wysoce niejednoznacznym podejściu młodzieży do tego tematu. Ale skoro jednak obserwujemy, że młodzież humanizuje swój język, to możemy wykorzystać młodsze pokolenie, aby subtelnie wpływało na starsze osoby, które posługują się tradycyjną terminologią. To wynik socjokulturowego przekazu językowego, który jest silnie zakorzeniony. Młodzież może swoimi słowami i zachowaniem dokonywać małych, ale znaczących zmian.
W „rankingu” słów kontrowersyjnych, a często stosowanych, bardzo wysokie miejsce zajmuje „głuchoniemy”.
Określenie „głuchoniemy” jest kontrowersyjne i ma głębokie historyczne korzenie, być może nawet silniejsze niż termin „głuchy”. Termin ten wiąże się z momentem, gdy na ziemiach polskich powstał Instytut Głuchoniemych w Warszawie w 1817 roku. Pierwsza szkoła specjalna w Polsce została nazwana Instytutem Głuchoniemych, ponieważ w tamtym czasie niesłyszących kojarzono jako osoby, które nie potrafią mówić ani komunikować się w żaden sposób – ani werbalnie, ani niewerbalnie. Przez dziesięciolecia instytucja ta odegrała kluczową rolę spoleczną, zmieniając podejście do osób niesłyszących, m.in. dzięki wprowadzeniu języka migowego. Od tego czasu niesłyszący zaczęli być postrzegani jako osoby, które mogą się komunikować, nawet jeśli nie werbalnie, to za pomocą języka migowego. Mimo to, w stereotypach, które przetrwały do dzisiaj, osoba niesłysząca bywa nadal kojarzona jako ktoś, kto nie potrafi się komunikować. Jest to oczywiście nieprawda. Chcę też podkreślić kolejny stereotyp, który dotyczy osób z równoczesną niepełnosprawnością słuchowo-wzrokową, często określanych jako „głuchoniewidomi”. Jako osoba zajmująca się tą grupą, często zauważam, że społeczeństwo nie rozumie, o kim mowa. Gdy mówię o osobach głuchoniewidomych, wiele osób automatycznie kojarzy je z niesłyszącymi, nie mając wyobrażenia, że jest to grupa osób z jednoczesną niepełnosprawnością słuchu i wzroku.








