Kawa nie wyklucza herbaty. Dobrze zaprojektowana komunikacja językowa może pomóc w usuwaniu barier, także tych architektonicznych – uważa Maciej Augustyniak, prezes Fundacji Polska Bez Barier
W jaki sposób niewłaściwy język opisu niepełnosprawności i niewłaściwy sposób zwracania się do osób z niepełnosprawnościami może utrwalać stereotypy związane z niepełnosprawnością? Na podstawie Twoich doświadczeń – jakie są kluczowe problemy w tej kwestii?
Maciej Augustyniak: Bardzo trudno jest mi zdefiniować, jaki to jest niewłaściwy język, dlatego że jestem fanem zasady, że powinniśmy się do ludzi zwracać tak, jak oni sobie tego życzą. Mam swoje zdanie na temat języka „właściwego” czy „niewłaściwego” i jestem zwolennikiem standaryzacji, szczególnie w instytucjach, urzędach czy firmach. Natomiast nie odważyłbym się jednoznacznie wskazać, który język jest niewłaściwy. Być może jest to język po prostu niedostosowany do sytuacji czy oczekiwań rozmówcy. Jeżeli przyjmiemy, że niewłaściwy język to ten, który nie odpowiada potrzebom osoby, do której się zwracamy, to rzeczywiście może on utrwalać negatywne stereotypy, sprawiać przykrość czy prowadzić do niezrozumienia. A że podstawową funkcją języka jest zrozumienie – najlepiej zrozumienie przyjazne – to brak dostosowania języka może stanowić poważny problem.
Wielu osobom z niepełnosprawnościami nie odpowiada opis jako osoby „niepełnosprawnej” i wolałoby „osobę z niepełnosprawnością.” Jak widzisz to w kontekście np. nadpozytywnego opisu niepełnosprawności, szczególnie w mediach, które czasem przedstawiają osoby z niepełnosprawnościami jako bohaterów, wzory do naśladowania?
Jestem ogromnym zwolennikiem niekoncentrowania się na samej niepełnosprawności. Nie mam nic przeciwko podziwianiu ludzi, którzy są dla nas wzorem, ale skupiłbym się na ich osiągnięciach, a nie na niepełnosprawności. Brakuje mi nudy w tym wszystkim. Chciałbym, aby niepełnosprawność była czymś przezroczystym, byśmy mogli skupić się na tym, co dana osoba rzeczywiście osiąga. W ten sposób unikamy „heroizacji” codziennych działań i sprawiamy, że zamiast patrzeć np. na sposób poruszania się osoby, doceniamy jej rzeczywiste osiągnięcia.
W jakich obszarach standaryzacje języka powinny następować i jakie są kluczowe działania w tym kierunku?
Przez „standaryzację” rozumiem ujęcie pewnych ram komunikacyjnych, na przykład w konkretnej instytucji. Chodzi o to, aby określić terminologię, która jest akceptowalna i szanowana przez wszystkich – na przykład „osoba z niepełnosprawnością intelektualną” zamiast „osoba z upośledzeniem umysłowym”. W momencie, gdy ktoś np. dołącza do instytucji, warto przekazać mu zasady, jakie tu panują, także dotyczące terminologii, która obowiązuje wewnętrznie i w komunikacji zewnętrznej.
Dużym problemem w kontaktach między osobami z niepełnosprawnościami a osobami bez niepełnosprawności jest rozmowa o samej niepełnosprawności. Jakie rady dałbyś osobom, które nie wiedzą, jak zacząć taką rozmowę?
Mam trudność w dzieleniu ludzi na osoby z niepełnosprawnościami i bez, bo to czasem bardzo płynne. Zachęcam wszystkich do asertywnej komunikacji i dbania o własne granice, aby rozmawiać o sobie tylko na tyle, na ile czujemy się komfortowo. Chciałbym, aby tworzyła się przyjazna atmosfera, gdzie ludzie czują się na tyle bezpiecznie, że mogą swobodnie mówić o swoich potrzebach. Jestem jednak przeciwny wymuszaniu na kimkolwiek, by opowiadał o swojej niepełnosprawności, jeśli nie czuje się z tym dobrze. Celem jest stworzenie przestrzeni, w której te tematy stają się zupełnie przezroczyste.
Jeden z ekspertów, z którym rozmawialiśmy w ramach projektu NIEsłownik, powiedział, że język opisu niepełnosprawności jest ważny, ale nie zastąpi on obniżenia krawężników. Jak widzisz rolę języka w rankingu potrzeb osób z niepełnosprawnościami?
Kawa nie wyklucza herbaty. Inkluzywny język kreuje rzeczywistość i, co ważne, nie przeszkadza nam w usuwaniu fizycznych barier, takich jak wysokie krawężniki. Wręcz przeciwnie, dobrze zaprojektowana komunikacja językowa może pomóc w usuwaniu barier, także tych architektonicznych. Moim zdaniem oba aspekty się uzupełniają. Czyli z jednej strony dobrze opisana przestrzeń, a z drugiej – dobrze skonstruowana pochylnia, obie z większą uwagą na potrzeby osób, które z nich korzystają.








